Monika Dejnecka

 

Absolwentka filozofii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

Doktor nauk humanistycznych w zakresie filozofii,

pracę doktorską pisała pod kierunkiem prof. dr hab. UMK Andrzeja Pietruszczaka.

Projektant działań promocyjnych w grupie radiowej Eurozet, wcześniej związana z Radiem GRA i Mediami Regionalnymi

 
Co skłoniło Panią do studiowania filozofii na Wydziale Humanistycznym UMK?
 
Długo nie mogłam się zdecydować na kierunek studiów. Wciąż miałam wątpliwości – czy nie znudzi mi się za szybko, czy nie rozmyślę się w trakcie studiów, czy nie spędzę 5 lat na nieinteresującym wkuwaniu nudnych formułek. Wpadłam więc na olśniewający pomysł, by zrobić ze swoich wątpliwości kryterium wyboru. Tym sposobem padło na filozofię. Studiowanie filozofii jest, jak ciągłe zmienianie kierunku i celu podróży – najpierw z przewodnikami, potem już na własną rękę. A dzięki tej zmienności – wciąż ekscytujące. To także dziedzina, która wiecznie szuka, wiecznie wątpi, a co najważniejsze – jej istotą jest ciągłe zadawanie pytań. Czasem to drążenie jest ważniejsze, niż udzielanie na nie odpowiedzi… Pewnym jest, że nie ma mowy o gotowych rozwiązaniach i formułkach do wyuczenia.Lubię też opowiadać anegdotę, że na filozofię na UMK zaprowadził mnie przypadek. Na drzwiach otwartych w Toruniu szukając innego kierunku na „F” wpadłam na dwie piękne kobiety w czarnych koszulkach z napisem FILOZOFIA. Pomyślałam wtedy, że chciałabym być na ich miejscu, a wkrótce okazało się, że były to moje przyszłe wykładowczynie. I tak zostałam na filozofii. Chyba nie aż tak całkiem przypadkowo, bo do samego doktoratu :)
 
Jak te studia wpłynęły na Panią, w jaki sposób Panią rozwinęły?
 
Studia filozoficzne, to wewnętrzna rewolucja. Zaczynając je, trzeba przewartościować dotychczasową wiedzę. To co było pewne, zaczyna wydawać się ulotne i wcale nie tak mocno udowodnione. Całą wiedzę trzeba trochę wziąć w nawias i pytać od nowa o jej podstawy i o przyczyny zjawisk. Pozwala to zbudować na nowo swoją wizję świata na założeniach, z których siły lub kruchości zdajemy już sobie wyraźnie sprawę. Filozofia nauczyła mnie, że bez dobrze zadanego pytania nie ma sensu szukać odpowiedzi. Sama odpowiedź zależy od przyjmowanych często niejawnie przesłanek, a szukanie gotowych rozwiązań jest jak używanie cudzej szczoteczki do zębów: niby efekt osiągnięty, ale nigdy nie wiesz co na niej było… Podobnie jest z przyswajaniem sobie cudzych teorii, często bez świadomości jakie ukryte założenia w sobie chowają. Oczywiście można i w ten sposób odtwórczo studiować filozofię – tylko po co?
 
Czy umiejętności, jakie nabyła Pani w trakcie studiów, przydały się Pani w budowaniu  kariery?
 
Filozofia – a w szczególności logika – pokazały mi, jak ważne jest analizowanie struktury własnych (i cudzych) wypowiedzi, jak istotne jest dbanie o to, by wysłowić się w sposób zrozumiały i jednoznaczny. To umiejętność przydatna nie tylko przy pisaniu prac naukowych ale także… służbowych e-maili czy zapytań ofertowych. Bardzo przydaje się również nabyta w czasie studiowania wiedza o typowych błędach w argumentacji. Oglądając debaty społeczne i polityczne wciąż mam przed oczami wybrane strony z Erystyki Schopenhauera z moimi notatkami i podkreśleniami.
 
Przede wszystkim jednak filozofia uczy otwartości i łatwości w dostosowywaniu się do nowych warunków. Wśród absolwentów filozofii ciężko znaleźć dogmatyków, którzy będą trwali przy swoich poglądach bez względu na siłę argumentów przeciwników. Prędzej spotka się kogoś, kogo poglądy wiecznie ewoluują, w miarę przeczytanych lektur, odbywanych dyskusji i spotykań z ludźmi. To z kolei sprawia, że świetnie odnajdujemy się zarówno w pracy naukowej jak i całkiem egzotycznych dla filozofa miejscach, takich, jak: media, reklama, PR, czy szeroko rozumiane życie korporacyjne. Być może również dlatego, że filozofia uczy dystansu do otaczającej rzeczywistości oraz jej zmienności, przygodności i dzięki temu nie pozwala nam się wchłonąć, jak trybikowi w maszynę.
 
Czy zachęcałaby Pani innych do studiowania filozofii na UMK?

Truizmem jest twierdzenie, że filozofia (jak i dowolny inny zresztą kierunek) nie jest dla każdego. Tym, którzy chcą ruszyć w filozoficzną podróż mogę doradzić, by pomyśleli czy oprócz niezwykle rozwijającej wewnętrznie drogi filozoficznych dociekań są w stanie pogodzić się również z tym, że u jej kresu może nie być możliwości zawodowej kontynuacji wędrówki w czasie kariery naukowej. 3 czy 5 lat fascynujących studiów może skończyć się rozpaczliwym szukaniem pracy już po studiach, bo etatów na uczelni czy w innych miejscach, gdzie uczy się filozofii jest dramatycznie mało. Zaczynając studia filozoficzne, należy od początku zdawać sobie sprawę, że pracę najprawdopodobniej znajdzie się raczej w dziedzinach dalekich od filozofii, a w przyszłej pracy zawodowej będzie się robić coś całkiem innego, niż na studiach. Zupełnie inna sprawa, że filozofowie świetnie radzą sobie w takich z pozoru obcych dla nich środowiskach. Moi znajomi – absolwenci filozofii pracują choćby w doradztwie finansowym, firmach IT, mediach i reklamie czy instytucjach kulturalnych. Wielu z nich pełni funkcje kierownicze i zarządza zespołami ludzkimi.  Mając po studiach pakiet niezbędnych narzędzi, nauczyli się po prostu używać ich w innych dziedzinach. Może head-hunterzy nie zabijają się o filozofów, za to jest wśród nas niewielu bezrobotnych, bo z góry zakładamy, że trzeba dostosować się do potrzeb rynku pracy, nie odwrotnie... Dlatego tak dobrym wyborem jest już w czasie studiowania filozofii szukanie staży czy praktyk, które uzupełnią teoretyczną wiedzę filozoficzną o konkretne praktyczne umiejętności poszukiwane na rynku pracy.